Zakupek Test Recenzja Matrix X-SABRE

2017-06-21 17:05

Matrix X-SABRE to przetwornik wyceniany na prawie 4800 zł. Nie czaruje funkcjonalnością, nie ma pełnego pakietu złącz, ani wzmacniacza słuchawkowego. To „tylko przetwornik”?

Sprawdziliśmy jak X-SABRE radzi sobie w zadaniach słuchawkowych.

Opakowanie i akcesoria

Podobnie jak Mini-I Pro, także X-SABRE zapakowany jest w sterylny biały karton wypełniony pianką. Wydawało mi się, że ktoś nie spakował wyposażenia, ale jednak się myliłem. X-SABRE to już widocznie na tyle audiofilski sprzęt, że klient nie uświadczy nawet kabla zasilającego – wyposażenia po prostu brak. Matrix uznał, że nie będzie się użytkownikom „narzucał” w kwestii kabli. Wiadomo, że wielu skorzysta ze swoich, sprawdzonych rozwiązań, ale ja chętnie widzałbym w zestawie solidny kabel zasilający.

Konstrukcja

No dobra, wykonanie właściwie rekompensuje wyposażenie. X-SABRE wycięty jest z jednego bloku aluminium – to ciężki, rewelacyjnie obrobiony klocek. Mierzy 20,5 na 26 cm, a jego wysokość to prawie 5 cm, zaś waga – 3,6 kg. Jest niezwykle masywny, twardy – wydaje się być pełny w środku, choć w rzeczywistości ma tylko nacięcia na poszczególne elementy układu, przykryte pod spodem płytą wyciętą z tego samego kawałka aluminium.

Na pokrywie wycięto logo Matrixa, krawędzie są charakterystycznie ścięte – na kantach są wierzchołki, powstałe ze zbiegających się strzałkowatych nacięć wysokości, szerokości i długości bryły. Design robi duże wrażenie.

Front to białe oznaczenie modelu oraz szereg diod (łącznie 8) oraz dwa wgłębienia z przełącznikami (wybór źródła oraz włącznik). Z tyłu, w dwóch sekcjach ulokowano gniazda analogowe (XLR, RCA) oraz cyfrowe (AES/EBU, koaksjalne i USB), znalazło się też miejsce na złącze zasilania. Gniazda wpuszczone zostały w obudowę, z trzech stron otacza je odstająca na około pół centymetra krawędź. Przełącznik napięcia znajduje się na spodzie, głęboko w obudowie.

Konstrukcja stoi na wysokich, antywibracyjnych nóżkach o stożkowym kształcie w ilości trzech sztuk – dwa od frontu, jedna z tyłu pośrodku obudowy. Są metalowe z gumowymi stopami.

Wykonanie jest rewelacyjne, design też. Nic dodać, nic ująć.

Użytkowanie

X-SABRE to minimalistyczna słodycz dla oczu, która przekłada się na użytkowanie. X-SABRE to także urządzenie banalne w obsłudze.

Nie ma co liczyć na szereg przycisków, wyświetlacz, wybór filtrów, trybów i wielu innych – jest tylko wybór źródła i włącznik. Diody (białe, delikatne światło) na przodzie pokazują czy DAC otrzymuje sygnał i w jakiej jakości jest materiał muzyczny.

Zabrakło wejścia optycznego, do wyboru są tylko trzy złącza. Jest też tylko jedna para wyjść RCA i XLR. Nie ma złącz do zastosowania studyjnego – to tylko domowy/konsumencki przetwornik. Brakuje także pilota, którego znaleźć można w wyposażeniu Matrixów Mini-I Pro oraz Quattro.

Podziwiając piękne wykonanie X-SABRE przypominał mi się DAC MyTeka STEREO192-DSD DAC, który przy porównaniu wypada okropnie, przy okazji świecąc diodami jak się da. Przy tych samych gabarytach był on jednak naszpikowany możliwościami.

Obsługa X-SABRE ogranicza się właściwie do włączenia urządzenia i wybrania źródła dźwięku oraz ewentualnego wgrania sterowników pobranych ze strony internetowej. Czy to przetwornik idealny w użytkowaniu? Nie. Wszystko za sprawą trzech nóżek – ma to swoje wady, tak jak w pojazdach trójkołowych. Stopki wyglądają efektownie, nietypowo, ale podłączając sprzęt trzeba zwrócić uwagę by nie dociskać X-SABRE na kantach. 3,6 kg to znowu nie aż tak wiele, by sprzęt nie drgał i można go przez przypadek łatwo przechylić, obijając o mebel. Cztery nóżki nie byłyby jednak tak efektowne…

Specyfikacja

  • przetworniki ESS Sabre 32 bit ES9018 (cztery na kanał, 8 mono to 2 stereo)
  • 24 bit/192 kHz (dla coax, AES/EBU), 24/384 kHz (dla USB)
  • obsługa DSD/DXD
  • współpraca z systemami Windows XP, Vista, 7, 8 (potrzebny sterownik) oraz MAC OS X10.6.4 i wyższe (bez wgrywania sterowników)
  • wyjście analogowe RCA (2,2 Vrms), wyjście XLR (6,8 Vrms)
  • pasmo przenoszenia 20 Hz– 20 kHz (- 0,1 dB)
  • SNR: 127 dB (obciążenie)
  • THD+N: 0,0003% @ 1 kHz
  • separacja kanałów: -143 dB @ 1 kHz
  • pobór mocy <10 W
  • wymiary 20,5 x 26 x 4,8 cm
  • waga 3,6 kg

Brzmienie

Platforma testowa

  • Słuchawki: AKG K612 Pro, AKG K551, Beyerdynamic T70, Focal Spirit Professional, Etymotic ER-4S
  • Źródła: ODAC, iBasso DX90, Matrix Mini-I Pro, Yulong D200
  • Wzmacniacze: Heed Canamp, Burson Conductor SL, O2, NuForce HA-200, Schiit Audio Valhalla 2
  • Interkonekty: Forza AudioWorks Copper Series
  • Muzyka: wiele gatunków, różne realizacje, w tym baza WiMP HiFi oraz nagrania binauralne

Przetwornik brzmi rewelacyjnie – to neutralność, wysoka rozdzielczość, równowaga, kontrola, precyzja, przestrzeń, ogrom detali, ale serwowane w sposób muzykalny, angażujący, gładki i przystępny. Inaczej mówiąc, to sygnał na bardzo wysokim poziomie, ale bez kliniczności, laboratoryjnej analizy, ostrości, surowości, a właśnie prezentowany łagodnie. To audiofilska, konsumencka wersja neutralnego brzmienia. Właściwie na tym mógłbym skończyć, bo nie mam nic do zarzucenia brzmieniu – X-SABRE to świetna podstawa pod wiele sprzętów, szczególnie dla osób, którym nie na rękę brzmienie w stylu MyTeka STEREO192-DSD DAC. Opisywany Matrix to właśnie MyTek w wersji muzykalnej i angażującej. Właściwie nie słyszałem jeszcze czegoś takiego, bo producentowi udało się połączyć neutralność i równowagę z koloryzacją, wysoką rozdzielczość oraz szczegółowość z muzykalnością i angażującym brzmieniem.

 

Przetwornik charakteryzuje się świetnym napowietrzeniem, precyzją, dynamiką dźwięku. Ma kopa, chociaż pozostaje liniowy. Jest bardzo bezpośredni i czytelny, mimo że buduje sporą przestrzeń oraz pewien dystans do pierwszego planu. Słychać mocne odseparowanie kanałów, instrumentów, ale dźwięk jest spójny. Brzmienie jest wyraziste, precyzyjnie zarysowane, przejrzyście eksponowane, a mimo tego że nie jest rysowane twardo, to nie jest ostre i nie kłuje.

W kwestii przestrzeni X-SABRE jest typowy – nie przeorientuje sceny, dobrze równoważy jej szerokość, głębię i wysokość. Daje materiał do kształtowania przez wzmacniacze, brzmi stereofonicznie – nie udziwnia, nie otacza dźwiękiem zza głowy, nie wypycha sceny do przodu. Zależy to od wzmacniaczy i tak Burson zabrzmiał charakterystycznie „wszędzie”, w każdą stronę. Heed Canamp II zaznaczył balans i szerokie stereo, a NuForce HA200 stworzył tę przenikającą się scenę wysuniętą lekko przed twarz.

Matrix X-SABRE i wzmacniacze

Charakter wzmacniaczy jest jak na dłoni. X-SABRE gwarantuje równy sygnał w przystępnej formie i w tym momencie właściwie znika z toru. Burson Conductor SL zabrzmiał z charakterystyczną dla siebie neutralnością, mocniej zarysowanym brzmieniem i otwarciem sceny we wszystkie strony. W efekcie dźwięk był bardzo bliski i krystaliczny. Wzmacniacz potrafi być za ostry, gdy zaserwuje się mu przetwornik o bardziej „kanciastym”, ostrzejszym i mocniej zarysowanym brzmieniu.

Heed Canamp II zabrzmiał swoim lekkim ciepłem, twardszą średnicą, bardziej archaicznie, stereofonicznie i niżej w scenie. Jego analogowy charakter, pewne klasyczne brzmienie, było wyraźnie słyszalne. Tym razem zabrzmiał jednak mocniej, z wyższą rozdzielczością, bardziej kształtnie i precyzyjnie.

Najnowszy Schiit Valhalla 2 również współpracował z X-SABRE świetnie. Mimo sterczących z obudowy lamp brzmienie było zrównoważone, neutralne o precyzyjne. Słychać było lampową gładkość, bardzo angażujący przekaz, ale też pewną charakterystyczną matowość dźwięku znaną z urządzeń Schiitta.

Matrix X-SABRE i słuchawki

AKG K612 Pro i K551 pokazały, że grają znacznie dostojniej niż sugerowałaby to cena. Szczególnie upodobałem sobie zestaw X-SABRE+Valhalla 2, na którym K612 Pro zabrzmiały rewelacyjnie, z charakterystyczną dla nich naturalnością, bardzo wysoką rozdzielczością i precyzją brzmienia. Świetnie poradził sobie także Heed Canamp II – AKG zagrały z niego z wyższą rozdzielczością niż zazwyczaj, bardziej kształtnie i precyzyjnie. Wzmacniacz rozwinął skrzydła, słuchawki także.

K551 zawsze mnie zaskakują i udało im się to ponownie dzięki X-SABRE. Brzmienie było niezwykle przejrzyste, otwarte w scenie, z dużą ilością detali i powietrza. Było jednak słychać, że słuchawki ogranicza standardowy przewód, cienki jak żyłka wędkarska…

X-SABRE to DAC idealny pod Beyerdynamic T70, które bywają ostrawe i chude oraz potrafią zakłuć. Matrix daje im neutralny, ale łagodny sygnał, dzięki czemu pokazują swoją silną analityczną stronę, ale nie kłują – sygnał jest kontrolowany i uporządkowany, nawet z jaśniejszymi wzmacniaczami. T70 zabrzmiały bardzo dobrze na mocniej zarysowanym Bursonie z X-SABRE – nie potrzeba im łagodzącego wzmacniacza. Jestem przekonany, że DAC spisałby się równie świetnie dla wielu wzmacniaczy z innymi Teslami Beyera, na przykład T90 lub T1.

Etymotic ER-4S z większością połączeń również nie dostały żyletkowatej góry, nie zabrzmiały klinicznie. Pozostały bardzo szczegółowe, precyzyjne, ale angażujące i przestrzenne, wyciągnęły charakter wzmacniaczy. Zadziwiają mnie tym, jak „skalują się” ze sprzętem – im lepsza jakość urządzeń, tym lepiej brzmią, a to tylko pojedynczy przetwornik armaturowy opracowany kilkadziesiąt lat temu. Swoje robi też wysoka impedancja – to wygodny sprzęt pod testu sprzętu tego typu, mimo że to „tylko” dokanałówki.

Matrix X-SABRE i inne przetworniki

Inny produkt Matrixa z niższej półki, czyli kombo Matrix Mini-I Pro to już bardziej „mytekowe” brzmienie. Dźwięk jest ostrzejszy, bardziej studyjny i bezwzględny. Przy X-SABRE gra bardziej surowo, bezbarwnie, bezdusznie, bardziej kliniczne i laboratoryjnie. X-SABRE to wyższa rozdzielczość, precyzja i swoboda dźwięku, mniej wymuszone brzmienie, ale też bardziej angażujące i przystępne. Czasami wydawał się wręcz posłodzony przy Mini-I Pro.

Bliżej do X-SABRE Yulongowi D200, ale ten jest jednak cieplejszy oraz bardziej nasycony, ma też łagodny i angażujący charakter, ale Matrix jest do tego neutralny i uniwersalny. Zaskakuje właśnie wspominane połączenie wierności i liniowości z przystępnością, bez strat w rozdzielczości, precyzji, kontroli i zróżnicowaniu dźwięku. D200 tego nie potrafi, słychać koloryzację i pewne braki w rozdzielczości i przestrzeni – nie ma tak swobodnej sceny.

Wspominany wcześniej MyTek STEREO192DSD-DAC to podobna, przestrzenna kreacja sceny, rozdzielczość, ale jego brzmienie jest jednocześnie bardziej sterylne, czyste, ostrzejsze, bardziej surowe i bezwzględne. X-SABRE przy nim zabrzmi na pewno dużo bardziej przystępnie, grzeczniej. DAC Matrixa pomoże wzmacniaczom i słuchawkom, podczas gdy DAC MyTeka będzie bardziej uparty i dominujący. To różnice w brzmieniu studyjnym a konsumenckim, profesjonalnym a audiofilskim.

Przyznam szczerze, że gustuję w brzmieniu raczej w stylu MyTeka, ale X-SABRE zrobił na mnie większe wrażenie, właśnie łączeniem przeciwieństw, wiernością i neutralnością w muzykalnej wersji. To nie analityczny DAC, nie spodoba się osobom szukającym bezwzględnego sabre’owskiego brzmienia, mimo że jest równy – ci powinni raczej wybrać MyTeka. W X-SABRE nie znajdą ideału także melomani poszukujący potężnego dociążenia lub wyostrzenia – jest raczej liniowy. Ci powinni szukać wśród brzmienia w stylu M-DACa Audiolabu (który miał mocniejsze dociążenia, masywniejszy i gęstszy dźwięk) lub NuForce’a DAC80 (bardziej nasyconego, cieplejszego i ciemniejszego przetwornika). X-SABRE to balans i rozrywka, wysoka rozdzielczość w angażującym stylu.

Podsumowanie

X-SABRE bez wątpienia robi wrażenie: obudową, wykonaniem, obsługą i brzmieniem. Budzi jednak także wątpliwości – nie jest to wyjątkowo funkcjonalne urządzenie, chociaż rodzajów złącz ma sporo. To najlepszy DAC z jakiego miałem okazję korzystać, mimo że jest łagodniejszy niż „mój typ”. Serwuje neutralność w sposób muzykalny, to Sabre bez żyletek, z duszą, a jednocześnie oferujący wierny przekaz. Brak w dźwięku laboratorium, ale analiza może iść tutaj w parze z muzykalnością.

Co można zarzucić X-SABRE? Brak jednej nóżki, wejścia optycznego i akcesoriów. Nie wymagam interkonektów lub pilota, ale przydałby się solidny kabel zasilający. Jestem przekonany, że nie odjąłby przetwornikowi klasy.