Testujemy rewelacyjnego Matrix X-Sabre PRO

2017-10-19 15:20

 The original review article was posted at HD-opinie.pl , click here to see it.

 

To prawdziwa übermachine. Chyba najlepsza rzecz z przetworników jaką podpinałem do swoich klamotów. Jestem wstrząśnięty i dodatkowo nie-po-bondowemu solidnie zamieszany. Tak, ten przetwornik stanowi zwieńczenie, zwieńczenie procesu jaki obserwujemy od paru ostatnich lat związanego z rewolucyjną zmianą sposobu dystrybucji muzyki. Internet zmienił wszystko i zmienia wszystko. Obecne możliwości topowych DACów, których przedstawicielem jest opisywany model to wg. mnie osiągnięcie pewnego szczytu możliwości odnośnie obsługi formatów, ogólnie umiejętności zamieniania zer i jedynek na postać analogową. Niewiele więcej da się osiągnąć bez radykalnej zmiany tego co w studio, tego co serwuje na rynek wytwórnia, wreszcie tego jak słuchamy muzyki (w ogóle). Oczywiście można ”więcej” (jutro, pojutrze zapowiedź takiego urządzenia) w zakresie cyferek, ale to już tylko czysta szuka dla sztuki, przy czym liczy się nie tylko wyczyn (znacie materiały DSD 512, albo jakieś pliki PCM o parametrach 32/768? Nie? No właśnie, też takich nie widziałem), ale sposób wykorzystania technologii, które stały się ostatnio dostępne w domowym audio. Ten DAC jest znakomitym przykładem na to umiejętne wykorzystanie, bo to jedno z nielicznych urządzeń, pozwalających na tak drobiazgowe dopasowanie parametrów sygnału w systemie.

Już wcześniej (patrz recenzja poprzedniego modelu X-Sabre Pro) flagowy DAC w katalogu Matriksa, wyróżniał się na tle konkurencji. Omawiany, nowy model, oferuje jeszcze więcej, dużo więcej w tym zakresie. To prawdziwa rewelacja, szczególnie, że mamy tutaj do czynienia z hardwarem pozwalającym na wyciągnięcie wszystkiego co najlepsze z 1 bitowego formatu, to sprzęt z rozbudowanymi opcjami DSP (ogromne możliwości modyfikacji sygnału), wreszcie (najważniejsze) coś, co potrafi zagrać tak, że jw. trudno mi znaleźć konkurenta na dowolnym pułapie cenowym. Najnowszy Matrix jest najdroższym urządzeniem tej firmy w historii, zbliżą się powoli do granicy 10k, ale nadal stanowi niezwykle interesującą alternatywę dla dużo droższych high-endowych DACów, bo ze swoimi niecałymi 8 tysiącami to nadal wyższa półka HiFi. Cenowo. Patrząc na to jak się prezentuje, na to jakie ma możliwości, jak gra to HIGH-END pełną gębą!

all @ DSD256

To pierwsze z urządzeń wykorzystujących topową kość ESS 9038 Pro. Nowy krzem zastępuje dobrze znany układ ESS 9018, stosowany w setkach flagowych przetworników. Nowy krzem, poza nowymi możliwościami, w aplikacji Matriksa oferuje coś, co zawsze trzymało mnie nieco na dystans w przypadku DACów opartych na ESS Sabre – nie ma tutaj rozjaśnienia, nie uświadczymy żadnego analitycznego „szkiełka i oka” (neutralnego serwowania muzyki, w sensie wypranego z czegoś bardzo istotnego), co kojarzy się z cyfrowym graniem. Nie. Jest inaczej. I bardzo dobrze, bo ten nowy Matrix gra z jednej strony niebywale rozdzielczo, prezentuje nagranie szczegółowo… wiernie, ale jednocześnie mamy to, co tak lubię w niektórych przetwornikach multibitowych: czarownie, magię, gęsty, emocjonalny przekaz, coś, co nie pozwala na oderwanie się od klamota, tylko więcej, więcej, jeszcze więcej! „Cysta magia!” Jak mówi moja mała córeczka. „Cysta”.

Ciekawe czy inne, oparte o ten układ DACzki będą grały z taką manierą (to nie pejoratywne określenie, każdy sprzęt, nawet ten najbardziej zdawałoby się neutralny, taki nie jest i coś tam swojego dodaje), bardzo ciekawe. Matrix potrafi być zarówno przetwornikiem, jak i cyfrowym pre, w tej drugiej roli także wyróżnia się i to pomimo czysto cyfrowej regulacji natężenia dźwięku. Powiem więcej, niesamowita precyzja jaką się odznacza, pozwala przykładowo stworzyć minimalistyczne rozwiązanie oparte na monitorach aktywnych z X-Sabre w roli przedwzmacniacza oraz centralki cyfrowej, znacząco zwiększajac możliwości takiego systemu. Testuje X-Sabre m.in. z Audioengine HD6 i dźwięk jaki odtwarzają aktywne monitory jest bez dwóch zdań znakomity. Matrix jest elementem wydobywającym z tych paczek wszystko co najlepsze, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Przy czym ULTRAWAŻNYM elementem jest software. Roon 1.3 (patrz wpis opisujący dokładnie najnowszą wersję front-endu) zmienia reguły gry. Dlaczego? Ano dlatego, że wraz z zaawansowanymi możliwościami tytułowego DACa, stanowi topowy system odtwarzający muzykę z pliku, pozwalając na naprawdę niebywałe rzeczy odnośnie konfiguracji odtwarzania. Pozwala – krótko mówiąc – na ZNACZNY progres w zakresie tego, co dobiega do naszych uszu. Drugi system z przegenialnymi MrSpeakres Ether Flow (w wersji otwartej jak i zamkniętej) na Questyle CMA600i (jako DAC nie stanowi konkurencji dla Matriksa, ale tutaj mamy dodatkowo na dokładkę czy może przede wszystkim świetny wzmacniacz słuchawkowy) wraz z Roonem grającym via DSP (crossfade -> binaural, wszystko @ DSD256*) to – ponownie zacytuję – „cysta magia”. Gra to niebywale wręcz dobrze, ale co ważniejsze, nie trzeba wcale podpinać słuchawek za 9 tysięcy żeby to usłyszeć. Nie. Na HD650, na moich ulubionych HiFiMANach HE-400 gra to w podobny sposób tzn. zachwycająco, zniewalająco, po prostu znakomicie. To dźwięk, który nie ma niedostatków, nie ma żadnych „ale”, to mój dźwięk. Na słuchawkach tej klasy co Ether Flow zwyczajnie zanurzamy się i przepadamy. Zdarza się nie przespać nocy. Uzależnia. Działa to jak mocne dragi. Ktoś kto kocha muzykę będzie musiał dokonać bolesnych wyborów, zmienić priorytety, podjąć życiowe decyzje ;-)

Niewielki, a taki potężny. Monolityczna obudowa na CNC, OLEDowy displej, metalowy pilot.
Szlachetny minimalizm połączony z elegancją i najwyższą jakością wykonania

Jutro, pojutrze przeczytacie w zajawce o wspomnianych powyżej słuchawkach, podkreślę tylko że to nie tak, że dzięki Etherom mi gra. Czego bym nie podpiął do systemu z nowym X-Sabre Pro gra bardzo, w przypadku moich referencyjnych LCD-ków 3 też bym ich nie ściągał (podobnie jak z Ether Flow), niestety wychodzą niedostatki tej konstrukcji (ergonomia) w konfrontacji z przegenialnymi MrS. Także Matrix z Roonem stawią tandem pozwalający grać wg. mnie w niedostępny sposób dla większości źródeł fizycznych, a konfrontując bezpośrednio ze sprzętem nie grającym z pliku (tj, takim bez komputera) trzeba by wydać gigantyczne pieniądze, by to zagrało właśnie tak, tak jak gra ten DAC / soft – SYSTEM. Z CMA600i w roli wzmacniacza oraz Makówką robiącą za Core mamy coś, co gra na poziomie prawdziwie „ośmiotysięcznikowym” (analogia do gór, nie do mamony). To – moim zdaniem – ten pułap, szokujące, że możliwy do osiągnięcia bez konieczności oddawania narządów do przeszczepu. Z moją lampą na wsadzie brimarowym (MiniWatt) podobnie, nieprzyzwoicie dobrze, słucha się i ciągle mało, nawet nagrania, które były gdzieś daleko na liście do posłuchania, takie, które są daleko za tym co lubiane, czy ulubione, nawet takie wywołują na opisanych powyżej konfiguracjach to „więcej i więcej”. No to jak to inaczej nie nazwać, jak właśnie TO. Matrix stanowi niezbędny element TEGO. Nie inaczej.

Pełną specyfikację, omówienie wszystkich możliwości (oj zejdzie paręnaście tysięcy znaków na to, oj zejdzie) znajdziecie we właściwej recenzji, którą popełnię w najbliższych tygodniach. Jak wiadomo nic tak dobrze nie opisuje czegoś materialnego, jak obrazki, zatem poniżej duża fotogaleria z Matriksem w głównej, choć nie jedynej, roli (tak, będzie Roon i opisane wcześniej klamoty, efektory).

* do niedawna, jeżeli chciało się takie coś uzyskać jak konwersję każdego sygnału PCM do DSD potrzebny był drogi jak cholera HQPlayer. Jako wtyczka chodziło to z Roonem, teraz już nie ma potrzeby stosować tego oprogramowania. Wystarczy nowy Roon z potężnym silnikiem DSP jaki mu zaaplikowano w najnowszej odsłonie 1.3. Dlaczego o tym piszę… sprawdźcie sami co daje prze-konwertowanie w locie tego, co słuchamy do postaci 1 bitowej. Warto samemu się przekonać, posłuchać. Oj, warto. Komputer z mocnym CPU bezwględnie wymagany.

Podpięty i gotowy

Tu jeszcze nie, chronologię zaburzamy, nieważne. Te gniazda są znakomite, jest HDMI (I2S), mamy wszystko

Zwróćcie uwagę na ten znaczek BT łamane na I2S. Mhm…
sinozębnego tutaj nie uświadczymy, ale wyczynowe audio HDMI i owszem

Piękny ci on. Forma koresponduje z treścią

Tu wybieramy w jaki sposób wykorzystamy drzemiące w Matriksie możliwości. Czysty DAC, czy jednak PRE

Mówiłem coś o chronologii? Pieprzyć chronologię. W czymś takim opakowany…

…z takimi dodatkami do nas trafia

Gra z HD6

CMA600i robi tutaj za słuchawkową amplifikację wyłącznie. Matrix gra via USB z Makówy @ Roonie

Lubię Suprę, bo kabelki uczciwie wycenione, bardzo dobrze się sprawdzają w
codziennym użytkowaniu. Do tego tania listwa Tomanka i temat wyczerpany ;-)

Ethery. Otwarte są świetne, zamknięte natomiast to najlepsze …zamknięte muszle, jakie miałem kiedykolwiek na uszach

Ustawienie trybu pracy interfejsu USB. Synchronicznie albo asynchronicznie

Jitter

DSP w akcji (7 różnych trybów ustawienia filtra dla sygnału PCM! Do tego różne tryby ustawień dla sygnału 1 bitowego)

Roonowe DSP w akcji… do tego mamy multum opcji w samym DACu (Matrix). Można eksperymentować! :)

To robi różnicę, warto samemu się przekonać

Plik wielokanałowy konwertowany do DSD256…

…i iMac z 4 rdzeniowym Core i7 nie podołał. Z sygnałem stereo nie ma problemu przy konwersji @ DSD256,
ale taki wielokanałowy materiał to za dużo nawet dla takiego mocnego komputera

Tak X-Sabre Pro widzi konfigurator MIDI pod macOSem

Bez DSP, czysty sygnał na kolumny (HD6)

X-Sabre po właściwym ustawieniu w Roonie

Gramy materiał DSD. Szkoda, że nie ma automatycznego wyłączenia trybów DSP 
w Roonie dla takiego sygnału. Trzeba każdorazowo przestawiać w panelu

Gdzieś, kiedyś, w którymś momencie warto się zatrzymać. W poszukiwaniach ideału, idealnego toru, cyzelowaniu systemu przychodzi taka chwila, gdy uznajemy że to właśnie to, że „mogę z tym żyć”, że w sumie dalsze zmiany to już nie progres. Oczywiście można brnąć dalej, szukać bez końca, albo zwyczajnie zmiany w systemie traktować jako (kosztowne) hobby, taką trochę sztukę dla sztuki. Można i tak, ale warto odpowiedzieć sobie na pytanie jaki przyświeca nam cel, właściwie dlaczego, po co coś zmieniamy, decydujemy się na zakup nowego klamota. Do czego zmierzam? Ano do tego, co stanowi kwintesencję – sprzęt ma być narzędziem, a nie – właśnie – celem samym w sobie, narzędziem które powinno przybliżyć nas do tego, co zarejestrowano, co odtwarzamy, przy czym zawsze, ZAWSZE jest to mniej lub bardziej udolna próba odtworzenia tego co powstało w studio nagraniowym (nawet w przypadku nagrań „live”, mówimy o studio). Muzyka na żywo, tak często przywoływana jako coś, co stanowi referencję, szczyt, to rzecz niemożliwa do powtórzenia w warunkach domowych z bardzo prostej przyczyny – to chwila, to moment, to kontekst miejsca, klimatu, ulotnego i niepowtarzalnego „tu i teraz”. Najlepsze mikrofony, najlepsze rejestracje, masteringi, najlepsze co można uzyskać post factum będzie tylko imitacją i nigdy nie uda się w domowym systemie odtworzyć tego, co – właśnie – było. To po pierwsze, a po drugie każda prezentacja wyczarowana przez klamoty jest prezentacją, interpretacją tego, co zapisano na nośniku. Zawsze to tylko i aż pomysł na granie, na takie, określone ramami technologicznymi, pokazanie muzycznego spektaklu. Przybliżone. I tylko nasza subiektywna ocena systemu daje nam pewne wskazówki, czy to co słyszymy jest „wierniejsze”, „bliższe” temu co zapisano, czy też sprzęt przedstawia to po swojemu (koloryzowanie), albo po prostu (subiektywnie oceniając) nieudolnie stara się odtworzyć muzykę w domowych pieleszach. To interpretacja i sama w sobie stanowi jakość, pewien byt, przynależny domowym klamotom, przynależny sposobom odtwarzania na zestawach głośnikowych, na słuchawkach. Mianownikiem są – o czym do znudzenia powtarzam – nasze emocje, nasz stan zaangażowania. Tego nie da się „przeskoczyć”.

Patrząc na rozwój domowego audio, dostrzegam pewną granicę, do której nieuchronnie zmierzamy. Czy licytacja na „kto da więcej”, w kontekście możliwości najnowszych generacji kości C/A, interfejsów nie zbliża się do finału, czy nie dochodzimy do „ściany”? W przypadku muzyki, jej zapisu dochodzimy do miejsca, w którym trudno o postęp, o rewolucję, o jakąś radykalną zmianę. Najlepsze materiały, najlepsze sposoby rejestracji – to już jest, trudno przeskoczyć coś, co w pomiarach, na ucho brzmi „doskonale”. Trudno oczekiwać jakiegoś radykalnego przełomu w studniach nagraniowych, trudno spodziewać się pojawienia jakiejś przełomowej technologii, która pozwoli uzyskać dużo lepsze rezultaty w przypadku domowego audio. Kierunek został jasno wytyczony: mamy globalną sieć, streaming, możliwość odtworzenia audio w jakości master ze studia, w dowolnej technologii zapisu, rejestracji, bezpośrednio w domu. To już poniekąd rzeczywistość i bliska przyszłość, to (już) wiemy i nic nas tutaj specjalnie nie zaskoczy. Branża doskonale wyczuwa ten kierunek, to co powyżej: dostęp do sieci, granie z pliku to konieczny standard wyposażenia każdego (niemal) nowego klamota. Wspomniane możliwości, właściwości najnowszych skrzynek to właśnie wspomniana „ściana”, to horyzont tego, co jest i będzie oferowane (materiały), co będziemy odtwarzać w domowych warunkach.

…all @ DSD256. Można i tak…

X-Sabre Pro drugiej generacji jest docelowy, bo poza wybitnymi możliwościami reprodukcji dźwięku, jakimi się charakteryzuje, dysponuje takim zapasem w zakresie technologii (już obecnie wykracza poza to, co oferuje rynek fonograficzny), że zwyczajnie jest właśnie dobrym powodem, by powiedzieć sobie „dość”. To finał. Rzecz jasna – jak wcześniej wspomniałem – jak każde urządzenie na swój sposób interpretuje (choć to jeden z najdoskonalszych w zakresie wierności, neutralności DACów jakie miałem okazję słuchać) i od nas zależy, czy to będzie „nasze” granie, ale każdy kto posłucha tej skrzynki, dojdzie do podobnych wniosków co niżej podpisany. Można z tym żyć i dać sobie spokój z poszukiwaniem idealnego „plikograja”, bo ten DAC wyznacza granicę tego, co można z pliku odtworzyć (tak, to świat zero jedynkowy, podlegający szybkim zmianom, ciągłemu udoskonalaniu, przy czym patrząc na rozwój całej branży IT widzimy wyraźnie, że dzisiaj postęp dokonuje się głównie w zakresie sieci, kodu, a nie hardware). Jest gotowy na to, co przyniesie przyszłość, bo można go aktualizować (MQA?), a to co ma „pod maską” zamyka temat, bo zwyczajnie dostępne źródła pokrywają się z możliwościami, także w zakresie „dosmaczania” (DSP) możemy osiągnąć w tym przypadku wszystko, na co tylko mamy ochotę. I tak jak poprzednik wyznaczał pewien kierunek, nowy model oparty na najnowszym krzemie, z superkością Sabre (ESS9038), ze znakomitym interfejsem USB, z całkowicie nowym, wyczynowym torem analogowym, wyczynowym zasilaniem stanowi „kropkę nad i”. Radykalnego progresu w kolejnych odsłonach zwyczajnie nie przewiduję, to co może i pewnie ulegnie zmianie to rozszerzenie możliwości o bezpośrednie linki bezprzewodowe/przewodowe, możliwość przesłania strumienia wprost do skrzynki. To dzisiaj coraz częstszy element wyposażenia nowych generacji DACów, które stają się bardziej autonomiczne, często przekształcając się w sprzęt multifunkcyjny, przy czym nie zatracają swojego charakteru cyfrowej centralki, przedwzmacniacza cyfrowego, audio huba. Tyle tylko, że idea mnożenia bytów na stoliku audio, na szafce RTV przestaje mieć sens z wymienionych powyżej powodów. Transport komputerowy zamknięty w jednej, wspólnej skrzynce, albo (tradycyjnie) rozdzielony, oparty na jakiejś platformie PC / mobile to ten obecny i jutrzejszy element, bez którego praktycznie żaden system się nie obejdzie. Nie obejdzie, bo nowa muzyka, nowe wydania będą (są) dostępne wyłącznie w sieci. Nie na płycie (to już jest i zaraz coraz bardziej będzie promil) a zapisana w pliku, to muzyka bez fizycznego nośnika. Reedycje, wznowienia na płytach to jest, to będzie nisza. Nowe wydania na fizycznym nośniku to jest, to będzie nisza.

Podsumowując ten przydługi wstępniak, opisywana skrzynka stanowi emanację zmian jakie zachodzą w całej branży. To taka maszynka na dziś i na jutro, bez obaw o moralne zestarzenie się, bycie „nie na czasie”. To sprzęt, który zwyczajnie możemy uznać za docelowy. Jego obecne i przyszłe możliwości gwarantują, że będzie „na czasie”, że się nie zestarzeje, że obsłuży każdy strumień, każdy materiał i zrobi to „koncertowo”. Zrobi to, bo… a o tym przeczytacie już poniżej, w rozwinięciu, we właściwej recenzji tego uberklamota. Zapraszam…

Pod maską

Nowy model jest pod każdym względem lepszy, jest rozwinięciem poprzednika. Twórczym rozwinięciem, wprowadzającym progres w każdym zakresie: możliwości, ergonomii, obsługi. Zawsze na łamach HDO doceniam takie podejście producenta do swoich produktów. Nie polerka, nie „prawie to samo”, a konkretny progres. W przypadku Matriksa nie było miejsca na kompromisy. Jak napisałem na wstępie, ten DAC jest pewnym zwieńczeniem, to w zakresie przetwarzania zer i jedynek na postać analogową z pliku produkt „skończony”, gdzie dochodzimy do pewnego kresu tego, co można i co (źródła, materiały) jest i będzie. Możliwości tej maszynki połączone z odpowiednim software pokazują co można uzyskać, grając z Internetu, z sieci, z komputera. Stoję tutaj w opozycji do tych, którzy twierdzą że komputerowe granie jest mocno niedoskonałe, że daleko mu do rezultatów „ujarzmionych”, dobrze poznanych i rozpoznanych technologii zapisu i reprodukcji opartych na fizycznym nośniku (tj. płyta CD, winyl to jednak inna bajka, inna specyfika, inny kontekst). Po zaprzęgnięciu potęgi przetwarzania przez dzisiejsze, szybkie komputery, wykorzystaniu trybów DSP, możliwości dowolnego kształtowania tego, co finalnie usłyszymy na oprogramowaniu, sprzęcie PC możemy uzyskać zdumiewające rezultaty. Właściwie nie ma tu żadnych ograniczeń, bo to co można wyznacza tylko i wyłącznie nowa wersja oprogramowania, nowe tryby, nowe możliwości zaszyte w najnowszym kodzie. Tak, brzmi to paskudnie dla kogoś, kto tradycyjnie podchodzi do sprawy, dla którego narzędzie (klamoty) stanowią pewną zamkniętą, zaklętą w obudowie, finalną całość.

Cóż, trzeba pogodzić się z tym, że dzisiaj wygląda to inaczej, że dzisiaj rezultat kształtujemy my, mając do dyspozycji odpowiednie narzędzie jakim jest program, kod, który z założenia nie ma żadnych ograniczeń, którego możliwości mogą być bez końca rozwijane, rozbudowywane. To dzisiejsze i przyszłe audio. Oprogramowanie, często niedoceniane, staje się obecnie i będzie w przyszłości równoważnym elementem toru audio, będzie tak samo istotne jak klamot, łączówka, zasilanie. Będzie niezbędne. Wszelkie technologie jakie opracowano do tej pory, pozwalające na kształtowanie dźwięku są na wyciągnięcie ręki. Można, a nawet trzeba, zaznajomić się z potęgą najnowszych modułów pozwalających na korekcję sygnału po dokładnym pomierzeniu akustyki pomieszczenia, w którym odtwarzamy muzykę. To co oferuje w tym zakresie Dirac zasługuje na osobny artykuł, o możliwościach jakie zaszyto w najnowszej odsłonie Roona przeczytacie poniżej, a to dopiero wstęp, to wierzchołek. Wspomniałem „tylko” o pomieszczeniu? Moduły DSP pozwalają także na niezwykle precyzyjne dopasowanie sygnału w przypadku słuchawek, właściwie ich wykorzystanie może (i w praktyce tak właśnie to wygląda) wpłynąć na zupełnie inny, nowy odbiór tego co na uszach spoczywa, Wasze słuchawki mogą zwyczajnie „więcej” po umiejętnym wykorzystaniu wspomnianych powyżej możliwości zaszytych w oprogramowaniu.

Niewielki, a taki potężny. Monolityczna obudowa na CNC, OLEDowy displej, metalowy pilot.
Szlachetny minimalizm połączony z elegancją i najwyższą jakością wykonania

X-Sabre Pro gen.2 pozwala w pełni wykorzystać ten potencjał, nowy potencjał. Jak napisałem we wstępniaku, obecne możliwości topowych DACów, których przedstawicielem jest opisywany model to wg. mnie osiągnięcie pewnego szczytu możliwości odnośnie obsługi formatów, ogólnie umiejętności zamieniania zer i jedynek na postać analogową. Niewiele więcej da się osiągnąć bez radykalnej zmiany tego co w studio, tego co serwuje na rynek wytwórnia, wreszcie tego jak słuchamy muzyki (efektory – zestawy głośnikowe, słuchawki). Oczywiście teoretycznie można ”więcej” w zakresie cyferek, ale to już tylko czysta szuka dla sztuki, przy czym liczy się nie tylko wyczyn (znacie materiały DSD 512, albo jakieś pliki PCM o parametrach 32/768? Nie? No właśnie, też takich nie widziałem), ale sposób wykorzystania technologii, które stały się ostatnio dostępne w domowym audio. To właśnie oprogramowanie i to co potrafi zaszyty w obudowie krzem. To robi różnicę. Ten DAC jest znakomitym przykładem na to umiejętne wykorzystanie technologii cyfrowych, bo to jedno z nielicznych urządzeń, pozwalających na tak drobiazgowe dopasowanie parametrów sygnału w systemie (autonomicznie), a dodatkowo na uzyskanie wyraźnego progresu brzmieniowego po zaaplikowaniu trybów DSP (software). Ten DAC jest na to w pełni przygotowany!

Już wcześniej (patrz recenzja poprzedniego modelu X-Sabre Pro) flagowy DAC w katalogu Matriksa, wyróżniał się na tle konkurencji. Omawiany, nowy model, oferuje jw. jeszcze więcej, dużo więcej w tym zakresie. To prawdziwa rewelacja, szczególnie, że mamy tutaj do czynienia z hardwarem pozwalającym na wyciągnięcie wszystkiego co najlepsze z 1 bitowego formatu, to sprzęt z rozbudowanymi opcjami DSP (ogromne możliwości modyfikacji sygnału), wreszcie (najważniejsze) coś, co potrafi zagrać tak, że trudno mi obecnie znaleźć konkurenta na dowolnym pułapie cenowym. Najnowszy Matrix jest najdroższym urządzeniem tej firmy w historii, zbliżą się powoli do granicy 10k, ale nadal stanowi niezwykle interesującą alternatywę dla dużo droższych high-endowych DACów, bo ze swoimi nieco ponad 7 tysiącami to nadal wyższa półka HiFi. Cenowo. Patrząc na to jak się prezentuje, na to jakie ma możliwości, jak gra to HIGH-END pełną gębą! To ten docelowy klamot ze wstępniaka, wybór na dziś i jutro, finał.

Główne cechy:

  • Wyposażony w najnowszą jednostkę konwertującą ES9038PRO ESS SABRE Pro
  • Obsługuje sygnały PCM do 32Bit/768kHz oraz 1Bit/45.1 MHz DSD
  • Wejścia optyczne, AES/EBU i koaksjalne obsługujące sygnały do 24Bit/192kHz oraz DSD64 (DoP/dCS)
  • Nowość w postaci cyfrowego złącza I²S
  • Chip LDO ES9311Q zapewniający ultra niski poziom szumów
  • Nowy design i rewelacyjne wykonanie
  • Precyzyjna, cyfrowa regulacja głośności, czytelny wyświetlacz OLED i wiele trybów pracy

Nowa kość Sabre

X-SABRE Pro to DAC wyposażony w chip D/A ES9038PRO, który po raz pierwszy został użyty w masowej produkcji w Chinach i na całym świecie. Firma Matrix w pełni przetestowała potencjał tego zaawansowanego 8-kanałowego przetwornika i porównała z poprzednikami tj. chipem ES9018S, zastosowanym w pierwszej generacji X-Sabre Pro. Wybrano najlepsze komponenty audio oraz najlepiej zaprojektowaną ścieżkę sygnału, co pozwoliło X-Sabre Pro osiągnąć współczynnik SNR na poziomie -134dB.

DSD bez ograniczeń

Od teraz streamDSD nie jest ograniczony do złącza USB. X-Sabre Pro wspiera DoP lub dCS także poprzez złącza optyczne, koaksjalne oraz AES/EBU, nie tylko przez USB. Współpracuje z odtwarzaczami obsługującymi tryby Dop lub dCS na tych wyjściach. W X-SABRE Pro zastosowano także link na złączu HDMI służący do transmisji sygnału I²S. Pozwala to na oryginalny cyfrowy stream bespośrednio do chipu D/A z odpowiednio wyposażonego źródła (transportu cyfrowego).

Preamp dla aktywnych systemów

Wyjście liniowe może być skonfigurowane z wzmocnieniem do +18dB. Nie jest koniecznym dodawanie dodatkowego przedwzmacniacza dla aktywnych kolumn, DAC w konfiguracji pre może stanowić całościowe rozwiązanie z aktywnym zestawem głośnikowym.

Asynchroniczny lub synchroniczny tryb pracy USB

X-SABRE Pro posiada możliwość konfiguracji układu zegara. ES9038PRO może działać jako źródło synchroniczne zegara lub źródło zewnętrzne o ultra niskiej fazy szumu, współpracujące z oprogramowaniem pozwalającym na dowolne konwertowanie trybu synchronicznego i asynchronicznego. Możemy w zależności od źródła sygnału, od zastosowanego oprogramowania, wybrać tryb pracy interfejsu. To prawdziwa rzadkość w przypadku przetworników C/A oferowanych obecnie na rynku.

Siedem ustawień flitra PCM

Można dowolnie kształtować sygnał za pomocą rozbudowanego modułu DSP. Siedem różnych ustawień pozwala na kształtowanie dźwięku zgodnie z upodobaniami oraz (co warte podkreślenia) w dopasowaniu do źródła, materiału, całego toru audio.

Ustawienia dla sygnału DSD

Osobne filtry przewidziano dla sygnału 1 bitowego. W połączeniu z zewnętrznym sygnałem (konwersja w locie PCM do DSD) daje to narzędzie, pozwalające na progres w zakresie jakości brzmienia (mówimy tutaj o subiektywnym odbiorze! Wiele osób decyduje się na taką konwersję sygnału, korzystając z oprogramowania HQ Player, Roon etc). To jeden z elementów mających bardzo konkretne przełożenie na SQ systemu, na uzyskany efekt soniczny. Warto wykorzystać ten potencjał, a przynajmniej dać mu szansę.

Oscylator ultra niskiej fazy szumu

Cyfrowy dźwięk był i będzie zależny od czasu. To kluczowy parametr mający przemożny wpływ na to co usłyszymy. Najwyższej precyzji zegar jest zapewnieniem podstawy odtwarzania cyfrowego audio, dlatego X-SABRE Pro posiada 3 wbudowane wysokiej rozdzielczości dedykowane oscylatory Cryste z fazą szumu na poziomie -169 dBc/Hz. Dwa dla próbkowania 44.1kHz, 48KHz i ich wielokrotności oraz jeden dla zegara referencyjnego. To gwarancja precyzji i szybkości przesyłu sygnału z minimalizacją opóźnień.

Zasilanie pro = ultra niski poziom szumu

W DACu zastosowano nowy, dedykowany chip ultra niskich szumów LDO ES9311Q z szumem na poziomie 1μVrms (dwie grupy układów LDO). Odpowiedzialny jest za zapewnienie dla lewego oraz prawego obwodu analogowego ES9038PRO najlepszego poziomu SNR.

Usprawnienia w ergonomii obsługi

Dotykowy panel OLED pozwala na pełną kontrolę, na modyfikację pełnego zakresu ustawień pracy przetwornika. Oczywiście nie zapominano o pilocie zdalnego sterowania. Można nie tylko w prosty sposób dostosować działanie DACa, zmienić charakter jego pracy (w tym m.in. tryb DAC/Pre, USB: synchro/ asynchro), można także w odróżnieniu od pierwszej generacji X-Sabre mieć pełen wgląd w rzeczywisty tryb działania urządzenia, z pełną informacją o sygnale, o sposobie pracy na czytelnym, designerskim, okrągłym wyświetlaczu umieszczonym centralnie na froncie X-Sabre Pro

Jak widać mamy do czynienia z bardzo wyśrubowanym (parametry) DACzkiem, a to dopiero początek. Poza hardwarem jest jeszcze oprogramowanie przetwornika, które przygotowano niezwykle starannie, producent zadał sobie trud by wykorzystać drzemiące w krzemie możliwości, to znaczy zrobić to, co powinien zrobić każdy, kto bierze się za zaprojektowanie high-endowego DACa, korzysta z najnowszych rozwiązań technologicznych. Problem w tym, że wielu producentów nie zadaje sobie trudu przygotowania swojej aplikacji krzemu w taki sposób, by użytkownik mógł wykorzystać drzemiący w niej potencjał. To częste postępowanie, nastawione na szybki zysk, na łatwiznę, przy oczywistym ograniczeniu po stronie nabywcy klamota, który teoretycznie mógłby, ale w praktyce nie może, bo projekt nie przewiduje właśnie wykorzystania potencjału zaszytego w krzemie. W przypadku X-Sabre Pro mamy DACa, który daje do ręki użytkownika, potężne narzędzie kształtujące sygnał, pozwalające na taki dobór parametrów, by dopasować rzecz pod system, pod efektory, a także dowolnie eksperymentować dla uzyskania jak najlepszego rezultatu. To potężne narzędzie! W przypadku wielu konstrukcji możliwości wpływu użytkownika na pracę ograniczają się do wyboru źródła, czasami włączenia, wyłączenia jakiegoś filtru, dopasowania gainu, pracy wyjść analogowych i… kropka. X-Sabre Pro gen 2 oferuje dużo, znacznie więcej. Oferuje, bo projektantom, inżynierom i programistom nie wystarczyło ustawić na sztywno parametry pracy DACa, zadali sobie trud by to użytkownik mógł w pełni kontrolować działanie przetwornika. Brawo.

„Future-proof”

Dało w efekcie… (SQ)

Na pewnym poziomie przestajemy analizować, zaczynamy po prostu słuchać. Gdy sprzęt pozwala wydobyć z nagrania wszystko (ważne – tak, musimy zadbać o jakość materiału, przy czym tryby DSP pozwalają bez zgrzytu słuchać także tego gorszego jakościowo… tu dokonuje się chyba największy progres i to chyba największe zaskoczenie, gdy skorzystamy z hardwerowo-softwareowej konwersji sygnału), gdy trudno nam się doczepić do czegokolwiek, mimowolnie zapominamy się podczas testowania i cała procedura – parominutowe próbki, częste powtórzenia, przepinanie klamotów, różne efektory – idzie w łeb, a my z rozdziawioną paszczęką słuchamy, bardziej skupiając się na esencji, na materiale niż na narzędziu – klamocie. To wraz z pełnym zaangażowaniem, z czystą przyjemnością płynącą z odsłuchów jest najlepszym potwierdzeniem klasy urządzenia, pozwala na sformowanie ostatecznej oceny. Tu nie ma żadnych komplikacji, gdy pojawia się w ogólnym obrazie jakaś skaza, jakieś „ale”. Co więcej, właściwy tor (tak, drogi, tak topowy) wyklucza w sposób oczywisty niedomagania składowych. Po prostu „dzieje się dobrze” i jedyne, co pozostaje to opis, charakterystyka z wyszczególnieniem cech, które uważamy w tym graniu za kluczowe, przy czym jak wyżej to bardziej zwrócenie uwagi na to, co subiektywnie doceniamy, dostrzegamy, a nie próba wytknięcia czegoś, bo zwyczajnie takich „ale” nie ma, to granie kompletne, bez wad, bez uwag krytycznych, a właśnie doskonała interpretacja, gdzie my, słuchający, zwróciliśmy przede wszystkim uwagę na (…).

Tor, na którym głównie testowałem był minimalistyczny, a jednocześnie nie dawał powodów do jakichkolwiek narzekań. X-Sabre grał z CMA600i (w opcji wzmacniacza) @ ROOnie posadowionym na maku. Kable Supru, zasilanie Tomanka, całość na osobnej, dedykowanej linii zasialnia 20A. Tyle. W roli efektorów wystąpiły najlepsze ortodynamiczne słuchawki jakie przyszło mi testować: HE-1000 HiFiMANa, otwarte oraz zamknięte Mr Speakers Ether Flow oraz Audeze LCD-3. To było laboratorium testowe, a właściwie system do czeprania przyjemności z codziennych wielogodzinnych sesji. Oczywiście słuchawki, wzmacniacz (znakomity!) były tymi zmiennymi, które miały wpływ na efekt końcowy, ale jako że w przypadku wymienionych nie było miejsca na dźwięk „prawie”, mogłem skupić się na możliwościach (gigantycznych, w połączeniu z software) jakie oferował powyższy set. Do tego przez parę dni intensywnie wykorzystywałem DACa z dwoma parami aktywnych zestawów głośnikowych, starając się sprawdzić, czy faktycznie wystarczy dwa plus jeden, tzn. dwie kolumny z wbudowanym wzmacniaczem podpięte pod X-Sabre pracującym w trybie PRE. Audioengine HD6 oraz nEar05 udowodniły, że taki patent na system (alternatywny dla klasycznego, opartego na integrze lub pre z końcówką) jest jak najbardziej na miejscu. Grało to zjawiskowo dobrze, dużo lepiej od podpiętych do obu zestawów kolumnowych redakcyjnych DACów, czy wbudowanego przetwornika w HD6-kach. To było inne, intensywniejsze, pełniejsze granie, gdzie wgląd w nagranie, rozdzielczość były na zupełnie innym, lepszym poziomie. To co stoi w salonie, zwyczajnie, stanowiło pewną barierę i mam tu na myśli zarówno Korga, Arcama jak i skrzynkę od Audio-gd. X-Sabre wydobył więcej z przetworników w kolumnach. Co ciekawe, w pewnych aspektach (szybkość, precyzja) dorównywał mu TAC-2, thunderboltowy interfejs, ale jednak nie stanowił konkurencji, a to ze względu na ograniczenia konstrukcyjne – brak DSD (brak możliwości konwersji w locie PCM-DSD), niewystarczającą moc na wyjściu słuchawkowym oraz gorsze parametry dla sygnału na wyjściach zbalansowanych w jakie jest wyposażony (tylko i wyłącznie), dużo mniejsze możliwości konfiguracji pracy. Także mimo pewnych cech wynikających z charakterystyki interfejsu (o czym pisałem w recenzji TAC-2) to X-Sabre Pro był tu bezapelacyjnie górą.

Grał z Chromecastem, grał z Mass Fidelity Relay. Bezprzewodowe linki jako uzupełnienie dla takiego DACa? Jak najbardziej! Czy takie źródła to ograniczenie dla tej klasy urządzenia? Wnioski nie są jednoznaczne, na pewno PC/Mac daje bez porównania większe możliwości w zakresie modelowania SQ. Tu nie ma nad czym deliberować. Tak było, jest i prawdopodobnie będzie. Link można oczywiście skojarzyć z komputerem, ale to nadal od strony integracji ograniczenia (stopniowo sytuacja ulega zmianie vide Sonos, vide implementacja AirPlay’a, zapowiadane wprowadzenie Cast-a do endowego audio, co się zresztą już dzieje – popatrzcie na kosztujące krocie systemy Bang&Olufsena, dodajmy do tego dynamiczny rozwój bezprzewodowych sposobów dystrybucji sygnału…)

Powracając zaś do słuchawek, bo w tych okolicznościach przyrody mieliśmy do czynienia topowymi efektorami, dźwięk Sabre po pierwsze to totalna swoboda, zniewala nas z jednej strony ilość informacji, z drugiej właśnie tkanie muzycznego przekazu bez wysiłku, zawsze na miejscu, bez utyskiwań że za, czy zbyt. To cecha najlepszych urządzeń na rynku, kiedy nie macie innego wrażenia niż te, że to dźwięk nie tyle gładki, co gładko podany, gładko wchodzący, idealnie dopasowany, gdzie wszystkie składowe tworzą spektakl, przykuwając uwagę do treści, pozwalając muzyce w pełni wybrzmieć. Tak, słuchanie dowolnej muzyki, dowolnego repertuaru, także tego niekoniecznie przez nas preferowanego, na takim secie to czysta, nieskrępowana przyjemność. Łapiemy się na tym, że słuchamy z zaangażowaniem albumów, które wcale nie należały do czołówki, ba były przez nas często pomijane. To także nowe, intensywne przeżywanie dźwięków lubianych, wielbionych, tych które znamy (zdawałoby się) na wylot. I nie ma tu przesady, bo właśnie na takim poziomie jesteśmy, na poziomie idealnej interpretacji, gdzie tylko niuanse dyktują co bardziej, a co mniej bardziej nam podchodzi. I tak, głównie zwracałem uwagę na aspekt ergonomiczny (bo sesje potrafiły się mocno wydłużyć, bardzo mocno ;-) ), na to czy zwyczajnie nie bolały uszy, szyja, czy komplet wrażeń dostarczał maksimum satysfakcji. Nie było miejsca na marudzenie, a raczej na ocenę pod kątem własnych preferencji (z jednej) i właśnie wygody (z drugiej strony). Dźwięk po konwersji PCM-DSD był nawet z źródeł umownie kiepskiej jakości niebywale, właśnie, gładki, przyjemny w odbiorze, w sumie najwięcej na konwersji zyskiwały materiały skompresowane stratnie, względnie pliki o jakości 16/44-48. Przejście do 1 bitowego grania to zazwyczaj gałka w prawo. To taka patyna, gładka, przyjemna w odbiorze, wprowadzająca łagodność, spokój, niwelująca to, co przeszkadzało w słuchaniu (cyfrowy nalot, chłód, sztuczność, anemiczność w sensie braku ikry – to nie stoi w sprzeczności ze wzmiankowaną gładkością… to dwie różne sprawy). Warto spróbować, przy czym nie należy (jak ze wszystkim) traktować tego jako panaceum i jakiejś bramy do audionirwany. Stosuję, nie zawsze, nie z każdym materiałem i sobie cenię, ale nie przeceniam.

Ano właśnie, X-Sabre grał zarówno w scenariuszu z wyłączonym DSP w software w oprogramowaniu odtwarzającym, jak i konwersją PCM-DSD (256) oraz filtrem crossfeed (binaural), jak i wyłączonym, z załączonymi processingiem sygnału (wtyczki Convolution – niebawem opiszę ocb) i bez. Tak, to była świetna zabawa, bo czy soute (odtwarzając natywnie sygnał, bez żadnych trybów, jak i z załączonymi filtrami w samym DACu) czy wsparciu zew. oprogramowania, można było uzyskać naprawdę spektakularne efekty. Nie chodzi tutaj o sztukę dla sztuki, a nowe, całkowicie nowe możliwości w zakresie kształtowania sygnału, jego obróbki w systemie. To – przecież – nic nowego, wystarczy popatrzeć na rynek audio, na to co od zawsze stanowiło cześć składową klamotów rodem z Japonii, o poszukiwaniach poprawy brzmienia oraz uwzględnienia ważnej składowej tj. efektora z jednej oraz pomieszczenia odsłuchowego z drugiej strony. Tyle, że każdy z takich patentów był pewnym zamkniętym dziełem inżynierów, teraz możemy sami skorzystać z wielu możliwości jakie daje technologia, technika audio w domu, za pośrednictwem odpowiedniego oprogramowania. Moduły DSP, systemu korekcji uwzględniające wyniki pomiarów (mody) pomieszczenia, uwzględnienie charakterystyk przetwornika/zwrotnicy (zarówno kolumny, jak i słuchawki) – to wszystko pozwala na takie cyzelowanie brzmienia, takie dopasowanie możliwości naszego systemu, jakie wcześniej w praktyce wymagało zmian w torze, wymiany jego składowych. Nie chcę przez to powiedzieć, że dzisiaj można sobie darować zakup lepszego przetwornika, można sobie odpuścić inwestycje w zasilanie czy adaptację akustyczną. Nie. Chodzi tylko i aż o nowego sojusznika, o wsparcie jakie daje nam kod, czy to ten zapisany w pamięci klamota, czy ten po stronie programowego odtwarzacza. To potężne wsparcie!

Nie da się odpowiedzieć na pytanie – co lepsze, czy lepiej zdać się na granie bez żadnej dodatkowej konwersji, poza tą konieczną cyfrowo-analogową, czy bitperfect jest celem samym w sobie (tu może być w ogóle ciekawie, bo jeżeli MQA wypali jako nowy sposób transmisji streamu audio w Internecie, to będziemy mieli do czynienia z sygnałem w teorii stratnym, w teorii natywnie nie bit po bicie… właśnie tak to w teorii będzie wyglądało. Dwie dogmatyczne dla plikowego grania kwestie zostaną podważone), czy dostarczenie najlepszego jakościowo materiału nie oznacza jednocześnie daleko idącej ingerencji w sygnał. To takie teoretyczne rozważania, ważne jest w sumie co innego – finalny efekt jest / nie jest lepszy od tego, co znamy z grania bez – jak to niektórzy powiedzą pogardliwie – „usprawniaczy”. Warto w tym miejscu uzmysłowić sobie, że wszystko co się dzieje w studiu, w wytwórni, wszystko co dzieje się z materiałem to ciągłe manipulacje, decyzje arbitralne, lepsze, gorsze, poważne ingerencje w to co zarejestrowano. Popatrzmy na to trzeźwo, nie patrzmy wybiórczo, tylko – właśnie – całościowo na to, co dociera do naszych uszu. Stąd, ja niczego nie przesądzam, niczego a priori nie odrzucam. Widzę, czy raczej słyszę, że taki X-Sabre staje się narzędziem kształtującym, wpływającym na to co słyszę, narzędziem pozwalającym na zmiany, na kształtowanie, na dopasowanie systemu, na jego ewolucję, bo wraz z oprogramowaniem to nie jest zapisana karta, zamknięty rozdział, a coś co daje sposobność budowy toru modyfikowalnego. Konstrukcja daje możliwość wprowadzenie nowych trybów pracy, wsparcia dla nowych rozwiązań i to, wraz z obecnymi możliwościami oraz kompetencjami (topowymi) w zakresie brzmienia oznacza to finito, koniec, kres poszukiwań. Jeżeli system ma być oparty na jakiejś platformie komputerowej to X-Sabre stanowi kościec, kluczowy element toru interpretujący sygnał i podający go dalej, do efektorów. Może to być krótka droga do wzmacniacza wbudowanego w kolumny, bądź do ampa słuchawkowego. Można też zbudować sobie system tradycyjny, oparty na pasywnych kolumnach, Matrix będzie w takim torze nie tylko dakiem, będzie także czymś co zagwarantuje coś, co Anglosasi ładnie ujęli w zgrabne „future-proof”, pozwalając korzystać z tego co najnowsze (to raz) oraz wykorzystać potencjał podpiętych klamotów (to dwa) w pełni.

Z konwersją

Bez konwersji… wróć… jest plik Master tj. MQA leci via softwareowy dekoder Tidala.
IMHO nie uciekniemy przed tym, to przyszłość

Krótko na koniec

Można to kupić i z tym żyć. Ten DAC mimo, że na ESS (a tych kości jakoś nigdy do końca nie akceptowałem w pełni, zawsze było to dla mnie zbyt analityczne, zbyt chłodne, takie trochę na emocjonalny dystans granie), dzięki najnowszej technologii, a także pewnym – dla mnie korzystnym – zmianom w charakterze brzmienia (nadal jest to precyzja, nadal jest to wybitna rozdzielczość), które ująłbym w więcej radości, swobody, przyjemności przy właśnie zachowaniu pozytywów, mocnych stron z poprzednich edycji to właśnie finał. Ten DAC jest naprawdę świetny, naprawdę gra znakomicie, naprawdę może na lata zostać w systemie i właściwie zawsze, w każdym torze, będzie mógł stanowić ten – obecnie – kluczowy łącznik, łącznik tego co cyfrowe z tym, co analogowe w systemie. Jeżeli nowe przetworniki na 9038 będą w podobny sposób prezentowały muzykę, będą także muzykalne, tak swobodne, tak bez „ale” jak opisane powyżej urządzenie to …fantastycznie, to dobra wiadomość dla nas, bo oznacza to wg. mnie dojście w zakresie grania z pliku do dojrzałości, osiągnięcie poziomu w którym technologia nie stanowi ograniczenia, w którym system „z komputera” może zagrać na poziomie dowolnego, opartego na fizycznym nośniku toru audio. Dojrzałość nie oznacza braku rozwoju, ten będzie dokonywał się głównie w zakresie usług, kodu, tego co zaoferuje nam rynek IT. To naturalna kolej rzeczy, w końcu przychodzi czas na ewolucję, a nie rewolucję. To co obserwujemy obecnie to nowy porządek rzeczy: nowy w dystrybucji, w technice rejestracji, zapisu, w sposobie dostarczania i finalnie odtwarzania muzyki na domowym systemie audio. X-Sabre Pro w najnowszym wydaniu to maszynka, która będzie nam w tej ewolucji towarzyszyć, dostarczając ogrom przyjemności, multum satysfakcji, pozwalając docenić słuchaną muzykę w pełni, docenić co tam mamy podpięte, wykorzystać do maksimum to, co zgromadziliśmy w domu, wydobyć z systemu to co najlepsze. Nie zapominajmy (tylko i aż), że będzie to główna, ale nie jedyna składowa. Dzisiaj liczy się także (na równi) software i to, czy skrzynka potrafi i czy będzie potrafić. To się liczy. Matrix potrafi.